Upały na chwilę odpuściły, ale z pewnością jeszcze wrócą - na ten moment Ania i jej dzieci są już przygotowane :-D Muślin i wzorzysty jersey polecają się na lato.
Idealna bluza z kapturem jest jak Yeti - niby wszyscy wiedzą, że gdzieś jest, ale mało kto ją widział. W gazetach i internetach wykrój goni wykrój, ale po uszyciu kolejnej okazuje się, że to jednak nie to, bo za krótka, za szeroka, bo zniekształca sylwetkę, rękawy powiewają na wietrze, a kaptur jest za mały.
Poszukiwania świętego Graala zakończyło dopiero Ottobre (przywraca mi wiarę w projektantów odzieży) i ONA, prosta, dopasowana we właściwych miejscach, nie za krótka, nie za długa, z nienachalnymi kieszeniami, po prostu idealna. Szara dresówka tylko dopełniła dzieła.
M. zachwyciła się softshellem w liski, z którego Młode ma płaszczyk i zasugerowała, że jakbym jej coś chciała uszyć, to z tego właśnie materiału. I właśnie dlatego dostała listonoszkę. Taką, żeby weszło sitko i łopatka i jeszcze zostało miejsce na bułkę ;-)
Wykrój: "Carry me" Yuka Koshizen.
Materiały: softshell od Dresówka.pl + alcantara i wykończenia z allegro.
Nie przepadam za moro, ale nie da się ukryć, że w wydaniu dziecięcym i w połączeniu z koronką wygląda urokliwie. W sam raz do legginsów na zimę, żeby w tyłek nie wiało.
Ciekawe, czy wersja pełnowymiarowa wyglądałaby równie urokliwie...