Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spódnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spódnica. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 kwietnia 2012

spódnica bez szwu na przedzie

Wiosna idzie, można pokazywać nogi - w grubych rajstopach ;-) Czyli spódnice włóż!

Burda 10/2011, model 119 (ale bez szwu z przodu) z pięknego lnu  z kwiatami:

 
I spódnica z kontrafałdą według papavero:

 
Przejechałam się trochę na tym modelu, podszewka okazała się kompletnie niedopasowana do wierzchu, zaś sam wierzch niezbyt odpowiadał założonemu rozmiarowi. Musiałam więc pokombinować, żeby ratować ciuch, bo materiału miałam tylko malutki kuponik i na ponowne krojenie nijak nie było surowca. W ten sposób spódnica zyskała wstawkę, lamówkę i jeszcze ozdobną górę:

 
Kominy z dzianiny wełnianej wypatrzonej na allegro - bo wiosna wiosną, a wieje jak w Kieleckiem...

środa, 14 września 2011

przeróbki jesienne

Kolejne recyclingowe ciuchy - dawno już zrobione, ale dopiero teraz pogoda umożliwia ich pokazanie bez spocenia się na samą myśl o ubraniu.

Spódnica wełniana - intensywnie skrócona i pozbawiona pseudomeksykańskiej wstawki (która zostanie oczywiście stosownie wykorzystana w stosownym czasie) i frędzli (które wykorzystane zostaną być może...), z dodanymi ważkami z koralików. Wbrew obawom nie wygląda z owadami zbyt frywolnie i przystoi również "pani od psychologii" ;) Bluzka z długaśnej koszuli, znacznie zwężona, z dodanym wiązaniem i wymienionymi guzikami - to oficjalny debiut moich guzików (pękam z dumy). 



Druga spódnica, z cienkiego sztruksu - w oryginale była (mimo stosunkowo dużego rozmiaru) absurdalnie wąska i miała rozpierdzielnik od kostek do kolan, który po dwóch krokach samorzutnie wydłużał się sięgając połowy ud. A ponieważ nie lubię świecić majtami, spacyfikowałam ciuch wstawką z wełny parzonej i koronką dla kontrastu, a przy okazji skróciłam, żeby dało się w nim swobodnie chodzić i wyczyniać inne cuda (np. biegi przełajowe na autobus). Bluzka z powiększonym-i-zmiejszonym dekoltem i kwiatkami z mojego ukochanego hana-ami.


 Bluzka - w oryginale kangurka z dekoltem typu duszącego. Zamieniłam kieszeń na aplikację i dodałam wyściółkę kaptura (który pełni funkcję stricte ozdobną, bo mieści się w nim zaledwie płat potyliczny), powiększając nieco rozcięcie z przodu dla zwiększenia komfortu użytkowania.
 

niedziela, 11 września 2011

uspódnicowienie

Dzisiaj chwalę się spódniczkami, lubię je bardzo i chyba po nich najbardziej widać, jak zmienia się mój styl. Kiedyś nosiłam wyłącznie czarne (jak zresztą wszystko inne), długie i zamaszyste (kilka z nich do dziś mam i użytkuję, ale ze znacznie mniejszą częstotliwością...). Kilka lat temu wzięło mnie na kolory i, jak widać na załączonych obrazkach, trzyma mnie dalej. Z czasem brzeg spódnicy zaczął też wędrować w górę, skokami, bo nic mi tak nie skraca optycznie nóg, jak długość 3/4 (co przy moich "rowerowych" łydkach jest niezbyt przyjemne). Więc prosto z kostek spódnice powędrowały do kolan, ewentualnie ciut przed nie. Dalej już raczej nie pójdzie, ale ci, co mnie znają od lat wiedzą, jak wielka to zmiana ;-)
Spódnica pierwsza w ogóle - cudny batyst w kwiaty i zmodyfikowany wykrój 2E z Diany 2/2011:

Burda 6/2011 i model 117A, czyli próbuję się z kontrafałdami, w komplecie z bluzeczką ze znanego już batystu (Diana 2/2011 model 3E z dodanymi tasiemkami, żeby się ładniej układał i ogólnymi poprawkami wykroju):
Jak na taką ilość materiału przystało, spódnica w sam raz do kręcenia się:

I ostatnio uszyta, wykrój papavero. Materiał kupiłam w sieci i w ogóle nie zajarzyłam, że jest w dziurki, byłam święcie przekonana, że to nadrukowane plamki, więc miały być z niego spodnie. Kontakt osobisty zmienił przeznaczenie tkaniny. Spódnica jest prościutka, ot, zwykłe A, ale bardzo ją lubię. No i wreszcie mam zieloną!