Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recycling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recycling. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 lutego 2013

nesting

Tuż przed wigilią skończyliśmy remont, ogarnęliśmy krajobraz, jak po tajfunie i powstawialiśmy meble na miejsca docelowe. Ujawniło się przy okazji kilka szyciowych potrzeb:

- poduszki na krzesła (poskąpiłam na gotowce)
- pokrowce na pufy odziedziczone razem z mieszkaniem i obiciem w obrzydliwym musztardowym kolorze
- pokrowce na poduchy kanapowe, żeby nie było nudno

Przekładając zgromadzone zapasy odkryłam kilka swetrów, nienoszonych, kupionych w ogóle po coś innego i niewykorzystanych. No to co tak będą leżeć, jeszcze się mole zalęgną, albo co... Wybrałam te pasujące kolorystycznie i zmontowałam komplet, łamiąc na nim niezliczoną ilość igieł i jeden chwytak dolny w overlocku. Jak go złamałam, a coś jeszcze zostało do zszycia, odkryłam, że zwykła maszyna też sobie z tematem kilku warstw wełny i szwów dobrze, a może nawet lepiej, radzi.

A zatem, towarzystwo pufowo-kanapowe:

 i poduszki na krzesła:

Posiadanie stołu (dotychczas jego funkcję pełnił barowy blat między kuchnią i pokojem) ujawniło potrzebę podkładek pod talerze. Dokonywanie selekcji trwało nieprzyzwoicie długo, ale zdecydowałam się na dwa zestawy z tkanin od benedicte i robinka, dające możliwość mieszania i pasujące do czerwono-czarnych kwadratowych talerzy z Home & You, które dziko mi się podobają i które kiedyś sobie sprawię (a przynajmniej miseczki na poranne musli!):
Tyły mają z flokowanej bawełny:
więc gdyby kiedyś zaszła nagła potrzeba wyłożenia takich samych - volia!

czwartek, 3 listopada 2011

Z dziennika kominiarza

Wokół rosną kominy. Szyte, dziergane, wzorzyste, jednobarwne, kolorowe, stonowane, wełniane, bawełniane, po prostu las kominów! No i ja też mam. Całkiem własne, całkiem recyclingowe i całkiem praktyczne.


Ex-spódnica (która w zależności od światła była ciemnozielona lub oliwkowa, kameleon po prostu) i ex-koszulka:

 
Elementem odmładzającym metrykę są guziki...



Ex-koszulka, a nawet dwie - jedna na karę zasłużyła podjeżdżaniem wyżej nerek (a przecież nie wyrzucę takiego fajnego wzoru z koralików!), a druga - niekontrolowanym rozrostem w obwodzie:



Resztka wełny odpłaszczykowej i ex-koszula (z cudnej w dotyku mięciutkiej szarej bawełny i o kroju tak zbliżonym do mundurka harcerskiego, że aż się chciało drużynę zakładać i beret):


z guzikami własnymi, a jakże:  

niedziela, 2 października 2011

Ostatnie letnie wytworki

Żakiet z Diany 2/2011 (model 25) - bardzo uniwersalny ciuszek się z niego zrobił, szczególnie, że to mój jedyny żakiet z krótkim rękawem:

Bluzka kimonowa (Burda 6/2011, model 121 B) - tutaj wersja z satyny jedwabnej (jak ja się naklęłam przy szyciu!), czeka na doszycie troczków w środku, bo przy noszeniu śliski materiał ujawnia wszem i wobec moje wdzięki. Mam jeszcze dwie bawełniane (przy nich klęłam znacznie mniej), używane "podomowo", a nawet jako pidżama.


Recyclingowa tunika z koszuli razem ze spodenkami z Burdy 5/2011 (model 105), moimi pierwszymi w ogóle, więc niemalże dziewiczymi ;)


Mój jedyny, jak narazie (niewykluczone, że w ogóle), haft - bo nienawidzę szycia ręcznego... Ale bluzkę chciałam ozdobić, to się poświęciłam dla sprawy...

 
Czas przerzucić się na grubsze tkaniny!

środa, 14 września 2011

przeróbki jesienne

Kolejne recyclingowe ciuchy - dawno już zrobione, ale dopiero teraz pogoda umożliwia ich pokazanie bez spocenia się na samą myśl o ubraniu.

Spódnica wełniana - intensywnie skrócona i pozbawiona pseudomeksykańskiej wstawki (która zostanie oczywiście stosownie wykorzystana w stosownym czasie) i frędzli (które wykorzystane zostaną być może...), z dodanymi ważkami z koralików. Wbrew obawom nie wygląda z owadami zbyt frywolnie i przystoi również "pani od psychologii" ;) Bluzka z długaśnej koszuli, znacznie zwężona, z dodanym wiązaniem i wymienionymi guzikami - to oficjalny debiut moich guzików (pękam z dumy). 



Druga spódnica, z cienkiego sztruksu - w oryginale była (mimo stosunkowo dużego rozmiaru) absurdalnie wąska i miała rozpierdzielnik od kostek do kolan, który po dwóch krokach samorzutnie wydłużał się sięgając połowy ud. A ponieważ nie lubię świecić majtami, spacyfikowałam ciuch wstawką z wełny parzonej i koronką dla kontrastu, a przy okazji skróciłam, żeby dało się w nim swobodnie chodzić i wyczyniać inne cuda (np. biegi przełajowe na autobus). Bluzka z powiększonym-i-zmiejszonym dekoltem i kwiatkami z mojego ukochanego hana-ami.


 Bluzka - w oryginale kangurka z dekoltem typu duszącego. Zamieniłam kieszeń na aplikację i dodałam wyściółkę kaptura (który pełni funkcję stricte ozdobną, bo mieści się w nim zaledwie płat potyliczny), powiększając nieco rozcięcie z przodu dla zwiększenia komfortu użytkowania.